Koszalin od kilku lat zabiega o reaktywację dawnego wojskowego lotniska w Zegrzu Pomorskim i utworzenie tam cywilnego portu lotniczego. Studium techniczno-ekonomiczne zakłada, że port ten w pierwszych latach obsługiwałby 30-40 tys. ludzi, a w perspektywie 30-letniej 400 tys. pasażerów. Co na to eksperci od rynku lotniczego?
Marcin Mendelbaum, portal Latajznami.pl
Za powstaniem takiego lotniska przemawia wiele argumentów, ale są też obawy. Wszystko zależy od zasobności naszych portfeli. Jeśli będzie nas stać, to zapewne z roku na rok będziemy coraz częściej latać samolotami. W tej chwili, gdy nie ma dobrych dróg do lotnisk w Szczecinie (i dalej w Berlinie) czy Gdańsku, lokalizacja lotniska po środku ma sens. Jeśli jednak zostanie zbudowana droga ekspresowa, mieszkańcy regionu koszalińskiego będą mieli relatywnie niedaleko do tych portów lotniczych. Dlatego, jeśli lotnisko w Zegrzu Pomorskim powstanie dość szybko, a będzie przy tym dobrze zarządzane - ma szansę zawalczyć o klientów z głębi kraju, którzy dziś na wczasy na Wybrzeżu muszą lecieć do Goleniowa, i o klientów z Pomorza wybierających się do Warszawy.
Nie da się ukryć, że największą szansę takie lotnisko ma jako port sezonowy, do którego będą latały czartery wynajmowane przez touroperatorów. Poza sezonem jest szansa zawalczenia o klientów korzystających z nadmorskiej bazy uzdrowiskowej - i to nie tylko klientów polskich.
Reasumując - zwiększenie liczby lotnisk lokalnych ma sens i takie lotnisko pod Koszalinem może mieć powodzenie.
Ireneusz Dylczyk, szef marketingu prywatnej firmy lotniczej Jet Air.
Latanie do takich portów jak Koszalin/Zegrze ma sens jedynie wtedy, gdy będzie wygenerowany odpowiednio duży ruch turystyczny.
Sęk w tym, czy dziś Pomorze Środkowe ma ofertę hotelarską i turystyczną, by sprostać zapotrzebowaniu lotniska. Niemcy latają do Heringsdorfu i Świnoujścia samolotami z głębi kraju i widać, że zapotrzebowanie na takie przeloty jest. Z kolei Duńczycy coraz częściej szukają wypoczynku na południowym Bałtyku i to też jest szansa dla tego lotniska. Warunkiem jest dobry pomysł, wsparcie samorządów, które na początku będą musiały je dofinansowywać, oraz dobre zarządzanie.
Dla samego prestiżu posiadanie lotniska nie ma sensu. Taki błąd popełniło już wielu i w Polsce, i na Zachodzie. Potem samorządy muszą dopłacać przewoźnikom do przewozów, by sztucznie podtrzymać ruch na lotnisku. Przewoźnicy chętnie z takich okazji korzystają, ale nie o to przecież chodzi.
Wsparciem dla tego lotniska może być też połączenie Koszalin - Warszawa, bo wiem, że dojazd pociągiem czy samochodem do stolicy to prawdziwa masakra.
Jacek Balcer, rzecznik prasowy PLL "LOT"
W naszej strategii zakładamy ciągły rozwój siatki połączeń regionalnych. Do tego potrzebne są lotniska. Prawda jest taka, że trudno oszacować, czy połączenie do Koszalina będzie efektywne, zanim nikt nie zacznie tam latać. Dziś z Koszalina musimy wozić ludzi busem do Goleniowa, by mogli dolecieć do Warszawy. Chętnie zrezygnowalibyśmy z busa, zastępując go samolotem do Zegrza.
Czytaj całość artykułu na stronie gazeta.pl


