Do dziś mają się zgłosić chętni do przetargu na samolot szkolno-bojowy dla polskiego lotnictwa. Problem w tym, że nie wiadomo, czy wybieramy samolot bardziej szkolny, czy bardziej bojowy
Po zakupie 48 F-16 będzie to największy przetarg w dziejach polskiej armii. Do 2015 r. jego zwycięzca ma dostarczyć 16 samolotów szkolno-bojowych, które zastąpią wysłużone iskry ze szkoły w Dęblinie. Podatnicy wraz z ceną symulatora i różnorodnego oprzyrządowania wydadzą na nie ok. 1,5 mld złotych.
Po co taki wydatek? Szkolenia pilotów F-16 w Stanach Zjednoczonych w bazie Randolph rujnują budżet sił powietrznych. A w Polsce nie da się ich szkolić, bo nie mamy samolotu do szkolenia zaawansowanego.
Specjaliści w MON spodziewają się siedmiu-ośmiu propozycji. Największe szanse mają oferty: - brytyjska - samoloty Hawk oferowane przez koncern BAE, - starszy model tego samego samolotu chcą nam sprzedać Finowie (sami kupili nowsze używane samoloty od Szwajcarii), - Koreańczycy oferują KAI T-50, który powstał w koprodukcji z Lockheed Martin, - Włosi proponują M-346.
Do niedawna liderem rywalizacji wydawał się T-50. W grudniu 2008 r. w czasie wizyty w Korei prezydent Lech Kaczyński powiedział nawet, że nasz kraj "planuje zakup T-50". Zwolennikiem jego zakupu był m.in. były dowódca wojsk lotniczych gen. Andrzej Błasik (prezydent Kaczyński i gen. Błasik zginęli w katastrofie smoleńskiej).
Jak się dowiadujemy, obecnie rywalizacja się wyrównała. Dlaczego?
Wszystko wskazuje na to, że wybierając samolot szkolno-bojowy, MON próbuje upiec dwie pieczenie na jednym ogniu - szkolną i bojową. Z jednej strony chce przekształcenia Szkoły Orląt w Dęblinie w międzynarodowe centrum szkolenia pilotów. Z drugiej - co mówi się nieoficjalnie - próbuje zastąpić starzejące się szturmowce Su-22 (powinny być wycofane już w 2013 r.).
Problem w tym, że połączenie tych dwóch celów może okazać się niemożliwe.
Pomysł, aby Dęblin stał się centrum szkolenia pilotów, pojawia się co kilka lat. Ale np. Czesi i Węgrzy szkolą pilotów w Kanadzie na samolotach Hawk (koncern BAE zainwestował w ich przemysł lotniczy). Przy zakupie T-50 lub nawet M-346 trudno liczyć na to, że Czesi i Węgrzy przyślą do Dęblina szkolić kogokolwiek, bo raczej nie będą chcieli, aby ich kadeci przesiadali się na inny typ samolotu.
Czytaj całość artykułu na stronie wyborcza.pl


