Do tragicznego wypadku doszło 16 lipca późnym wieczorem, w rejonie góry Klin, niedaleko Andrzejówki koło Wałbrzycha. Na konary drzew spadł mężczyzna, który latał na paralotni. Mimo długiej reanimacji 59-letniego pilota nie udało się uratować.
O tym, że ktoś wisi zaczepiony między drzewami powiadomił GOPR przypadkowy przechodzień. Kiedy goprowcy pojawili się na miejscu, z mężczyzną był jeszcze kontakt. – Zacząłem wspinać się po drzewie. Jeszcze przez chwilę rozmawiał ze mną. Im bardziej zbliżałem się do mężczyzny, tym kontakt z nim był słabszy – powiedział Mariusz Rzepecki, ratownik z GOPR, grupa wałbrzysko-kłodzka.
W tym czasie pogotowie już jechało do ofiary. Karetka nie mogła jednak dojechać na samo miejsce i stanęła przy uzdrowisku Andrzejówka. Po ratowników zjechali goprowcy terenowym samochodem. Próbowali również wezwać śmigłowiec ratunkowy. Żadnego nie było jednak w pobliżu. Najwcześniej mógł dotrzeć za około 2 godziny. Akcja ratunkowa na miejscu nie przyniosła skutku. Mężczyzna zmarł. Ze wstępnych ustaleń wynika, że doznał bardzo poważnego urazu kręgosłupa. Jednak przyczyny zgonu będą znane po sekcji zwłok. Sprawę bada wałbrzyska policja.
Źródło: naszemiasto.pl


