Na lotnisku w Przylepie wieczorem stawiano na koła potężnego "Antka". Samolot zarył w ziemię prawdopodobnie w trakcie lądowania lub kołowania.
To niecodzienny widok na lotnisku. - Rzadko widzi się potężnego Antka z 1200-konnym silnikiem zarytego w ziemię - mówili ludzie na lotnisku w podzielonogórskim Przylepie. Maszyna stała dziobem do ziemi i ogonem do góry. Śmigła miała wbite w ziemię.
Co się stało? Tu wersji jest kilka. Dwie wydają się najbardziej prawdopodobne. - Pilot kołował i za mocno wcisnął hamulec - mówi osoba z kręgów Aeroklubu Ziemi Lubuskiej.
Druga wersja dodaje jeszcze jeden pikantny szczegół. Samolot kołował po lądowaniu. Na płytę lotniska leciał właśnie jeszcze skoczek, który opuścił maszynę w powietrzu. Miał być tuż przed śmigłami maszyny. Z wieży miało być nawoływanie do hamowania, żeby skoczek nie dostał się w śmigła. Wtedy nastąpiło gwałtowne hamowanie i zarycie śmigłami w ziemię. Obie wersje są jednak nieoficjalne i niepotwierdzone.
Akcja stawiania samolotu na koła z pomocą dźwigu trwała kilka godzin.
Źródło: Gazeta Lubuska


