Załoga łodzi "Brytyjska Orchidea", która właśnie 10. dzień opływała wyspy brytyjskie próbując pobić rekord, była przypadkowym świadkiem katastrofy awionetki nad Morzem Irlandzkim. Żeby uratować pilota musieli zrezygnować z dalszego śrubowania rekordu, ale udało się - pilot żyje tylko dzięki nim - donosi "The Times".
Gdy jeden z nich powiedział reszcie, że widział spadający do morza samolot, nikt mu nie uwierzył. Byli wyczerpani, odwodnieni i halucynacje zdarzały się już wcześniej. - To tylko nurkująca mewa - powiedzieli pozostali, ale po krótkiej dyskusji uznali, że sprawdzą na własne oczy. Tym samym zrezygnowali z bicia rekordu, co próbowali zrobić przez poprzednie 10 dni.
Teraz cała czwórka została okrzyknięta bohaterami Wysp Brytyjskich, po tym jak opublikowali nagranie wideo całego zajścia. W pewnym momencie filmu, gdy już udało się wydobyć z samolotu pilota Johna O'Shaughnessy'ego, słychać jak jeden z wioślarzy mówi: "jestem zaskoczony, że żyjesz".
- Samolot wpadł w ten sam sztorm co my. Myśleliśmy, że nie ma szans żeby pilot przeżył, ale ja po prostu krzyczałem "Wiosłujcie!" i chłopaki weszli na turbo-prędkość - powiedział "Times" 33-letni Oliver Dudley, który był sternikiem dla trzech pozostałych załogantów: 18-letniego Nicka Bevana i 19-letnich Roba Pickeringa i Willa Homera.
Dwadzieścia minut później zjawiła się straż przybrzeżna.
Źródło: Gazeta Wyborcza


