Marszałek województwa deklaruje, że jego urząd wykona to zadanie, ale dopiero rok po Euro 2012. W czwartek minął ostatni dzień, w którym Polskie Linie Kolejowe mogły złożyć wniosek o unijną dotację na budowę czterokilometrowego odcinka.
Zamiast tego spółka rozesłała do mediów oświadczenie, że wniosku nie złoży, bo nie ma pieniędzy na wkład własny (inwestycja miała być w większości finansowana ze środków UE). Początkowo koszt prac szacowano na 47 mln zł. Jednak w ubiegłym roku, gdy sporządzono tzw. studium wykonalności, okazało się, że będą one znacznie wyższe i potrzeba w sumie 140 mln zł.
- Skoro PLK nie chce budować tego odcinka, my to zrobimy - deklaruje Marek Łapiński, marszałek województwa, który koszt budowy tego odcinka szacuje na 60 mln zł.
Inwestycja zostanie w części finansowana ze środków unijnych. - A konkretnie z Krajowej Rezerwy Wykonania, czyli dodatkowych unijnych pieniędzy. Dostaną je te województwa z Ministerstwa Rozwoju Regionalnego, które najlepiej w kraju wydały przyznane od 2007 roku środki. Dolny Śląsk też znajdzie się w tej grupie - zapewnia Łapiński.
Pod budowanym nowym wrocławskim terminalem lotniczym wykonywany jest peron dla pociągów. Prawdopodobnie jednak nie zostanie wykorzystany. - Chcemy, by odcinek kolejowy biegł od południa, a nie północy. To dlatego, że niejasny jest status gruntu, na którym pierwotnie miał powstać - mówi Łapiński. - Połączenie powstanie w 2013 roku. Można było to zrobić przed Euro 2012, ale z winy PLK, które zwlekało z decyzją o tej inwestycji, tak się nie stanie.


